Zapowiedź: Pogoń Szczecin – Legia Warszawa

W niedzielę rozegra się w Szczecinie niezwykle ciekawy nie tylko piłkarsko pojedynek. Legia w mieście portowym przez wiele lat witana była jako przyjaciele, gdyż łączyła ich bardzo długa „zgoda” kibicowska. W czasie meczów między tymi zespołami - nie ważny był wynik – czy to w Warszawie czy Szczecinie, liczyła się przyjaźń i dobra zabawa.

Jednak to Legia zawsze była górą. Pogoń nie może pokonać piłkarz ze stolicy, nie mogą odnaleźć sposobu, aby przerwać złą passę. Dziś zgoda między tymi zespołami to już historia, aczkolwiek stosunki neutralne pozostały. Niemniej zwycięstwo nad Legią będzie dla Pogoni dodatkowym smaczkiem. Tym bardziej, że zespoły mierzyły się w ubiegły czwartek, w Warszawie rozegrano Puchar Polski, po dziewięćdziesięciu minutach było jeden to jednego, dopiero w dogrywce Portowcy opadli z sił, a Legia zdobyła dwa trafienia, wygrywając mecz trzy do jednego i awansując dalej.

Legia na pewno bez Radovicia, ale pokazali, że potrafią też grać i bez niego. Na pewno w nogach będą odczuwać jeszcze czwartkowy pojedynek w Lidze Europy z Metalistem Charków, a więc trzy dni przed meczem z Pogonią. Być może Henning Berg wystawi rezerwowy skład, aby dać odpocząć kluczowym graczom, taka jedenastka pokonała w ostatniej kolejce Ruch Chorzów w Warszawie.

To może być szansa dla Pogoni, ale oni też mają swoje problemy, przede wszystkim kadrowe. Kontuzjowany jest Marcin Robak, ubiegłoroczny król strzelców, a także przebojowy Adam Frączczak, do tej dwójki po meczu z Legią dołączył odzyskujący formę Patryk Małecki, który zerwał więzadła.

Podopieczni nowego trenera jeszcze nie przegrali pod wodzą Jana Kociana, w ostatniej kolejce remisując z Górnikiem w Zabrzu. Po meczu jednak pozostał pewien niedosyt. Jeszcze kolejkę wcześniej wygrana dwa do jednego z Cracovią, ale przyszła bardzo ciężko i w trudnych warunkach. Pogoń musi liczyć na coraz lepiej prezentującego się Łukasza Zwolińskiego, którego drobny uraz z meczu z Legią okazał się niegroźny oraz na obdarzonego świetną techniką Takuyę Murayamę.

Podobne artykuły